|   r.




















Wspomnienia Krystyny Bieniawskiej-Dąbek
Krystyna Bieniawska–Dąbek, matura w 1981 roku

Zapytana o napisanie wspomnień ze szkoły, pomyślałam: "Nie! Przecież nikt tego nie czyta, a ja nie mam czasu". Ale później przyszła refleksja: "Należy się to moim nauczycielom i nauczycielom mojego syna! Czas muszę znaleźć. Napiszę!"

Przy okazji spełnię swoje życiowe marzenie – zawsze chciałam udzielić ekskluzywnego wywiadu. Żeby było łatwiej – udzielę go sama sobie ;)

Zapraszam do życzliwej lektury!

– Dlaczego poszłaś do liceum w Sobolewie?
– Proste! (śmiech) Podobał mi się przystojny, brązowooki chłopak i.....
– I co?
– Wiadomo, zakochałam się. Zresztą całą szkołę średnią byłam zakochana! (śmiech)
– Lubiłaś się uczyć?
– Zwłaszcza w nocy przed klasówką!(śmiech) Zresztą mam to do dzisiaj, wszystko robię w ostatniej chwili. Ale nie o tym chciałam mówić w swoich wspomnieniach.
– To porozmawiajmy o szkole z Twoich czasów. Co z perspektywy czasu cenisz najbardziej?
– Przestrzeń wolności, zaufanie, troskę i wsparcie. To bardzo się liczy dla nastolatka. Miałam trzech wychowawców, (pani Jadwiga Bieniawska, pan Jerzy Włodarczyk i pan Henryk Lewandowski) do dzisiaj pamiętam ich starania, żebym "wyszła na ludzi". Bardzo im za to dziękuję! Z sentymentem wspominam też lekcje patriotyzmu pani Władysławy Włodarczyk na lekcjach języka polskiego i wyrozumiałość pani Jaczewskiej na lekcjach wychowania fizycznego.
– Same miłe wspomnienia. Nie chcesz ponarzekać?
– Może trochę....(śmiech) Pamiętam, jak bardzo wszyscy się starali żebyśmy byli fachowcami z dziedziny, której uczyli. Pani Goliszewska chciała z nas zrobić rusycystów, pani Zaboklicka - romanistów, pan Gurba – fizyków, pani Celej – geografów, pan Okwieciński – znawców genetyki, pani Lewandowska – polonistów, pan Jaczewski – fachowców od pierwszej pomocy przedlekarskiej.
– I co? Udawało się im?
– Czasami. Bo młodzież z natury odporna i oporna jest ;) Ale maturę zdali prawie wszyscy.
– A Twoja klasa?
– Zgrani byliśmy. Chodziliśmy na piesze rajdy, dyskoteki, podpowiadaliśmy sobie na klasówkach (śmiech). Pamiętam, że w IV klasie całą noc jechaliśmy na przysięgę wojskową pana Lewandowskiego do Kędzierzyna Koźla. Miny żołnierzy – bezcenne! I heroizm – po powrocie poszliśmy na lekcje (śmiech). Spotykaliśmy się kilka razy w tym gronie po ukończeniu szkoły. Z niektórymi osobami przyjaźnię się do dzisiaj.
– Twój syn niedawno skończył sobolewskie liceum. Jak widzisz tę szkołę z innej perspektywy. Jak widzisz ją jako matka współczesnego nastolatka?
– Powiem wprost: Dziękuję!
– Za co?
– Za troskę o syna i ....cierpliwość. A ja, jako matka, zawsze spotykałam się z wysoką kulturą osobistą dyrekcji i nauczycieli oraz życzliwością pani Zosi Całczyńskiej i pani Ani Ostrowskiej. Szczególne – Dziękuję! - kieruję do wychowawczyni mojego syna – pani Beaty Rutkowskiej.
– Czy chcesz jeszcze coś dodać?
– Poza ciepłymi myślami, chcę zadedykować moim nauczycielom i obecnym pracownikom szkoły wiersz pani Marii Celej, wieloletniej nauczycielki geografii w NASZEJ SZKOLE.

***
jeśli rozpalasz
przyjazne ognisko
by ogrzać wszystkich
dookoła
tobie wystarczą iskry
// Skrypt do gromadzenia statystyk google - Google Universal Analytics